Julka i Maciuś za Łączkami

Dziecko to otwarte, kiełkujące dopiero życie...

Czuje ono, postrzega i pyta o coś, co już po chwili uchodzi jego uwagi.
Nie troszczy się o swoje chwilowe objawienia i jest zaskoczone, gdy po pewnym czasie
dorośli odczytują mu z zapisków, co też takiego mówiło i o co pytało...
~Karl Jaspers

Szczęsna Polana powstała w listopadzie 2007 roku - ze względu na i dla naszej ukochanej córeczki Julki,
która pojawiła się w naszym życiu 3 kwietnia tegoż roku...


Ta nasza wirtualna
Przestrzeń - słowo+obraz - powstała, by ocalić od zapomnienia tak ważne, a jednak ulotne chwile...i stała się miejscem, w którym dzieliliśmy się radościami i smutkami - ot naszą codziennością - dotychczas skoncentrowaną głównie wokół Córy...

27 kwietnia 2011 r. na Polanie Za Łączkami pojawił się nowy Mieszkaniec, równie ważny -
nasz kochany Synek - Maciuś...

Julko, Maciusiu - mam nadzieję, że kiedyś przeczytacie te wspomnienia...i będzie to dla Was
odkrywcze, radosne doświadczenie...

To jest Wasza Polana!

środa, 23 stycznia 2008

Nie taki KOJEC straszny... :)

...styczeń to czas ogromnych postępów Julki....raczkuje jak szalona, siada, przekręca się, robi piruety, turlanki...

...zaczęła też się podnosić i próbuje wstawać - głównie opierając się o nas, po prostu chce nam wejść na kolana....bo na głowę to już dawno nam weszła :)

...so żeby troszeczkę ułatwić sobie życie - czyli nie biegać za Małą Panienką raczkującą prawie po całym M (to próbuję odsunąć w czasie do pierwszych kroków Jul) - zaopatrzyliśmy się w KOJEC...no brzmi strasznie, ale nie taki diabeł straszny :)




....oczywiście Córka jak zwykle jest najważniejsza i jej potrzeby czy wygoda to priorytet - dlatego kojec jest ogromy 180 x 180 i spokojnie mieścimy się w nim we trójkę, a i goście też zapewne by się zmieścili :)

...chociaż to architektoniczne cudo pewnie oburzyło by "naszą" panią projektant wnętrz, bo zajmuje lwią cześć pokoju dziennego to muszę przyznać, że wygodny to mebel i dla nas i dla Małej...


...póki co względy estetyczne zostały odsunięte w bok...jakoś to przeżyjemy :)

....ważne, że Córa może buszować do woli i jest przede wszystkim bezpieczna, a i przestrzeni ma sporo...

...ale żeby Dziecka nie zamknąć tak zupełnie w czterech ścianach...wybrałyśmy się dzisiaj na krótki spacer....

....katar lekko odpuszcza, pogoda po wczorajszej śnieżycy nieco się poprawiła i tak po ponad tygodniu przebywania tylko w domu wreszcie odetchnęłyśmy świeżym powietrzem...

...Jul siedziała dumnie wyprostowana w spacerówce - po raz pierwszy w pozycji całkowicie siedzącej i podziwiała uroki osiedla :)

...nawet kicia jakaś nam towarzyszyła...
....próbowałam wytłumaczyć Jul, że to ta sama kotka, która ogląda w książeczce, ale nie mam przekonania czy Córa mnie zrozumiała :)

...co prawda wydawała jakieś odgłosy typu he,he i inne pełne przejęcia dźwięki, ale to pewnie dlatego, że nie była śpiąca i uczestniczyła aktywnie w spacerku, a nie przysypiała jak zazwyczaj...

...dobrze nam ta mała wyprawa zrobiła, córa się nieco przewietrzyła, a i ja oderwałam się trochę od komputera....naszej-klasy, konkursów blogowych, itp....oj wciąga ta sieć....wciąga....niebezpiecznie...

...trochę się bałam, że Mała nie zaakceptuje takiego wydzielonego skrawka wolności, ale nawet grzecznie się bawiła w obrębie szczebelków....uśmiechając się figlarnie, strojąc zalotne minki i wykonując swoje dwa ulubione -ostatnimi czasy- gesty: tosi-tosi oraz łobuzerskie odrzucanie główki to w prawo, to w lewo...zwłaszcza jak mam mówi nie, nie, nie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz